Weekend minął bez zarzutów, choć wczorajszą niedziele przewegetowałam na zajęciach. Zaskoczyło mnie słońce które wyjrzało do nas zza ciężkich chmur. Poprawa humoru i chęci do życia natychmiastowa ;) Ale dziś mamy niezbyt uwielbiany dzień tygodnia, czyli- poniedziałek. U mnie poniedziałek charakteryzuje się ospaniem i średnią pobudliwością :D
Żeby przełamać stereotypy na temat poniedziałków, postanowiłam nie zaglądać za okno i dodać sobie więcej energii- zaczęłam od makijażu. Postawiłam na przydymiony filet z łososia :D
Prosty, mało skomplikowany makijaż, wykonany inglotowskimi cieniami nr: 361(łososiowy), 358 (szary) 363 (ciemny brąz), jasny cielisty cień z paletki z Sephory. Do tego czarny eyeliner z Essence i tusz Maybeline volume turbo boost.
Idę wyczarować sobie kakao i wracam do sesyjnej nauki.
Pozdrowienia ;)
Helgaa


Aż zapisałam sobie numerek tego łososiowego cienia, bo jest przepiękny!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam i zapraszam do siebie:
http://mojportret.blogspot.com/
prosty i przyjemny :D
OdpowiedzUsuńznów szaro za oknem
ja tkwię w domu chora, w walentynki - mówię sobie: nie ma tego złego! :D
Bardzo ładny makijaż :)
OdpowiedzUsuńObserwuję i zapraszam do mnie.
Pozdrawiam
świetny makijaż :))
OdpowiedzUsuń