Uśmiałam się dziś, jak bardzo jestesmy zależni od pogody :D trasę którą autobusem pokonuje ok 7 minut, dziś trwała 45 minut. Współczuje i pozdrawiam wszystkich biednych kierowców oraz ich zszargane nerwy :)
Patrząc na te śnieżne zaspy odsuwam od siebie marzenia o wiośnie, bo nie chce się denerwować :p
Walentynki spędziłam w pracy, więc niczym się nie pochwalę. Przyglądałam się zakochanym parom i myślałam o tym, że wolałabym być w domu:)
Dzisiaj będąc na przypadkowych zakupach, przyjrzałam się głębiej lakierom z Essence. Wpadł mi w oko piekny głęboki róż a potem ciemny granat z połyskiem. Miałam te lakiery już nie jeden raz, więc zaufałam marce na literę E. i poszerzyłam swoją kolekcję. Cena - 5,49 zł, idealne krycie (nawet po 1 warstwie), bez smug, połysk i trwałość 2/3 dni. Pojemność też w sam raz- 5 ml. Mamy pewność, że się nie zestarzeje, nie zglucieje ani nic w ten deseń ;) I mnóóóóóstwwwoooo kolorów ! Na zdjęciach nałożone 2 warstwy, ale musicie mi wierzyć na słowo, że 1 była bardzo mocna i byłam w szoku. Może oprócz nr38, bo jest z lekkim brokatem, więc wolałam podbić kolor.
nr 08- ultimate pink
nr 76- hard to resist
nr 38- choose me!
Może komuś wpadnie w oko, bo mi wpadły już dawno temu :)
Życze miłego wieczoru oraz udanego nadchodzącego czwartku i cierpliwości dla warunków atmosferycznych :D
Pozdrawiam
Helgaa ;)
Cal do cala.
środa, 15 lutego 2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Jak ja lubie poniedziałki ;)
Weekend minął bez zarzutów, choć wczorajszą niedziele przewegetowałam na zajęciach. Zaskoczyło mnie słońce które wyjrzało do nas zza ciężkich chmur. Poprawa humoru i chęci do życia natychmiastowa ;) Ale dziś mamy niezbyt uwielbiany dzień tygodnia, czyli- poniedziałek. U mnie poniedziałek charakteryzuje się ospaniem i średnią pobudliwością :D
Żeby przełamać stereotypy na temat poniedziałków, postanowiłam nie zaglądać za okno i dodać sobie więcej energii- zaczęłam od makijażu. Postawiłam na przydymiony filet z łososia :D
Prosty, mało skomplikowany makijaż, wykonany inglotowskimi cieniami nr: 361(łososiowy), 358 (szary) 363 (ciemny brąz), jasny cielisty cień z paletki z Sephory. Do tego czarny eyeliner z Essence i tusz Maybeline volume turbo boost.
Idę wyczarować sobie kakao i wracam do sesyjnej nauki.
Pozdrowienia ;)
Helgaa
Żeby przełamać stereotypy na temat poniedziałków, postanowiłam nie zaglądać za okno i dodać sobie więcej energii- zaczęłam od makijażu. Postawiłam na przydymiony filet z łososia :D
Prosty, mało skomplikowany makijaż, wykonany inglotowskimi cieniami nr: 361(łososiowy), 358 (szary) 363 (ciemny brąz), jasny cielisty cień z paletki z Sephory. Do tego czarny eyeliner z Essence i tusz Maybeline volume turbo boost.
Idę wyczarować sobie kakao i wracam do sesyjnej nauki.
Pozdrowienia ;)
Helgaa
niedziela, 12 lutego 2012
Inglotowo
W USA mają MAC'a, a MY mamy INGLOTA :)
Całe szczęście. Bo jakościowo różnią się minimalnie, ceną w niektórych krajach podobno też. U nas nie ma takiego przebicia, więc nie cierpimy na atak serca i ból portfela przy każdych zakupach. Ja osobiście uwielbiam ich cienie. Napewno niejedna z Was je posiada, więc nie będę się rozpisywać na temat ich jakości, bo jak wiadomo jest naprawdę dobra. Pomyślałam, że pokażę Wam swoje, a nóż -widelec, któregoś koloru nie posiadacie w swojej kolekcji ;)
Nie jest to może jakaś zawrotna ilość, ale dla mnie niezbędne minimum.
Ciężko mi się bez nich obejść, zwłaszcza przy dziennym makijażu.
A czy wy macie jakiś ulubiony odcien godny polecenia ?:)
Pozdrawienia ;)
czwartek, 9 lutego 2012
Oczekiwanie c.d
Nie zaskoczę chyba nikogo jeśli powiem, że mi zimno. Ani, że śnieg który dziś spadł, choć uroczy dla aktywnych narciarzy, mi osobiście podchodzi już do przełyku. Także koniec z tym tematem;)
Mój pies ma dziś Dzień Miłości i jest niemiłosiernie kochany, także wykorzystam ten fakt i przejme troche jego ciepła(chybaże jemu chodzi o to samo, hm).
Żeby jakoś umilić nam trwający już troche letarg, od dłuższego czasu pojawiają się kampanie reklamowe najnowszych kolekcji wiosna/ lato 2012. Najbardziej w pamięć zapadła mi marka Yves Saint Laurent, a dokładniej jej paleta cieni z kolekcji "Candy Face".
OMBRES 5 LUMIÈRES No13.

Kolory zgodne z przyszłymi obowiązującymi trendami, czyli- jasne, pastelowe kolory, delikatnie cukierkowa połyskująca mgiełka. Zawiera cienie matowe, satynowe i jeden rozświetlający. Do dowolnej interpretacji- w wersji mono na całą powiekę (jak najbardziej mile widziane w wiosennym sezonie), lub "fruity smoky". Kolory idealne dla każdej z nas- niezależnie od karnacji i tonacji włosów. Cena -250zł.
Mam kilka wizji makijażu tej palety. Gdyby nie cena, już bym się z nią zaprzyjaźniała.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszczęłam poszukiwania tańszego odpowiednika powyższego cudu.
Marka Isa Dora wykonała podobną w tonacji kolekcję "Pearly Passion".
Paleta co prawda nie zawiera tej słodkawej zieleni, którą mamy w paletce YSL, ponad to wszystkie cienie są satynowe. Pomijając te dwa fakty, kolorystyka jest identyczna. Zdecydowanie lepiej przemawia do nas jej cena, czyli- 67zł.
W kolekcji Isa Dory warto też zwrócić uwagę na pomadki Gelly Kiss o mocnych, fluorensencyjnych kolorach. Cena pomadki- 51zł. Będę na nią polować.
Przez ostatnią rekonwalescencję nie odwiedziłam żadnej drogerii.
Czy któraś z Was ma jakieś konkretne informacje na temat napigmentowania tych palet o których pisałam?
Macie już swoje typy na wiosne?
Pozdrowienia ;)
Mój pies ma dziś Dzień Miłości i jest niemiłosiernie kochany, także wykorzystam ten fakt i przejme troche jego ciepła(chybaże jemu chodzi o to samo, hm).
Żeby jakoś umilić nam trwający już troche letarg, od dłuższego czasu pojawiają się kampanie reklamowe najnowszych kolekcji wiosna/ lato 2012. Najbardziej w pamięć zapadła mi marka Yves Saint Laurent, a dokładniej jej paleta cieni z kolekcji "Candy Face".
OMBRES 5 LUMIÈRES No13.

Kolory zgodne z przyszłymi obowiązującymi trendami, czyli- jasne, pastelowe kolory, delikatnie cukierkowa połyskująca mgiełka. Zawiera cienie matowe, satynowe i jeden rozświetlający. Do dowolnej interpretacji- w wersji mono na całą powiekę (jak najbardziej mile widziane w wiosennym sezonie), lub "fruity smoky". Kolory idealne dla każdej z nas- niezależnie od karnacji i tonacji włosów. Cena -250zł.
Mam kilka wizji makijażu tej palety. Gdyby nie cena, już bym się z nią zaprzyjaźniała.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wszczęłam poszukiwania tańszego odpowiednika powyższego cudu.
Marka Isa Dora wykonała podobną w tonacji kolekcję "Pearly Passion".
Paleta co prawda nie zawiera tej słodkawej zieleni, którą mamy w paletce YSL, ponad to wszystkie cienie są satynowe. Pomijając te dwa fakty, kolorystyka jest identyczna. Zdecydowanie lepiej przemawia do nas jej cena, czyli- 67zł.
W kolekcji Isa Dory warto też zwrócić uwagę na pomadki Gelly Kiss o mocnych, fluorensencyjnych kolorach. Cena pomadki- 51zł. Będę na nią polować.
Przez ostatnią rekonwalescencję nie odwiedziłam żadnej drogerii.
Czy któraś z Was ma jakieś konkretne informacje na temat napigmentowania tych palet o których pisałam?
Macie już swoje typy na wiosne?
Pozdrowienia ;)
wtorek, 7 lutego 2012
Drożdżowo
Za okno wolę nie wyglądać. To zdecydowanie mija się z moimi wewnętrznymi potrzebami. Oglądam tylko zeszłoroczne Glamour żeby choć trochę poczuć klimat cieplejszych dni. Potrzebuje światła. Światła i ciepła. Tak sobie dzisiaj myślałam- czy możliwe jest żyć na Kole Podbiegunowym, albo gdzieś tam, gdzie zimy są długie i srogie (o Rosji nie wspomnę, bo myślę, że Oni to mają genetycznie uwarunkowane). Czy tam można być szczęśliwym? Pewnie tak. Ale zapewne trzeba się tam urodzić i nie mieć nic do powiedzenia. Moja przysadka mózgowa mówi zdecydowane NIE dalszym mrozom i ciemnocie za okniem.
Dni mojego L4 mijają gdzieś niezauważone. Jedno jest pewne- lenistwo jest policzone. Zostało 5 dni. Z uwagi na moje ograniczone menu, które jest na poziomie 6-miesięcznego dziecka, nie jest tak jakbym chciała, ale to przez wyrostek którego pozbawiono życia ze mną w symbiozie, spowodował kilka komplikacji. Od zabiegu minęło dokładnie 11 dni, stwierdziłam zatem, że czas na awans. Pokusiłam się o stworzenie drożdżówek, a nie jest to takie sobie dokonanie, bo na ciasto drożdżowe nachodzi mnie ochota jakieś 3 razy do roku. Najwyraźniej moje wyposzczenie dało o sobie znak. Postanowiłam się też wyżyć na tej biednej drożdżowej masie, bo moja wewnętrzna energia nieustannie się kumuluje, a niezbyt mogę dać jej upust- lekarz kazał się oszczędzać. Więc przelewam ją na siły stwórcze ;)
Całe stadko :) Z jabłkami i budyniem, wiśniami i jeżynami. Dzisiaj zrozumiałam, że przetwórstwo mojej mamy jest niezastąpione i dziękuję jej za poświęcony czas na te wszystkie słoiki i mrożonki :)
Dni mojego L4 mijają gdzieś niezauważone. Jedno jest pewne- lenistwo jest policzone. Zostało 5 dni. Z uwagi na moje ograniczone menu, które jest na poziomie 6-miesięcznego dziecka, nie jest tak jakbym chciała, ale to przez wyrostek którego pozbawiono życia ze mną w symbiozie, spowodował kilka komplikacji. Od zabiegu minęło dokładnie 11 dni, stwierdziłam zatem, że czas na awans. Pokusiłam się o stworzenie drożdżówek, a nie jest to takie sobie dokonanie, bo na ciasto drożdżowe nachodzi mnie ochota jakieś 3 razy do roku. Najwyraźniej moje wyposzczenie dało o sobie znak. Postanowiłam się też wyżyć na tej biednej drożdżowej masie, bo moja wewnętrzna energia nieustannie się kumuluje, a niezbyt mogę dać jej upust- lekarz kazał się oszczędzać. Więc przelewam ją na siły stwórcze ;)
Całe stadko :) Z jabłkami i budyniem, wiśniami i jeżynami. Dzisiaj zrozumiałam, że przetwórstwo mojej mamy jest niezastąpione i dziękuję jej za poświęcony czas na te wszystkie słoiki i mrożonki :)
poniedziałek, 6 lutego 2012
Pierwsze kroki. tup tup
Zbierałam się, zbierałam i o! Proszę bardzo. Nie będę się zarzekać, że będą tu filozoficzne wywody, skargi na kraj i świat, zdjęcia krok za krokiem każdego dnia. Z uwagi na moje hobby będzie to i owo ;)
A, że i wizaż, i kosmetyka plus psychologia i gotowanie, można się zastanowić czy napewno różnorodnosc nie okaże się bezcelowa, ale sądze, że nieogar jest jak najbardziej w porządku. Patrząc na moją szafe, szuflady i życie, stwierdzam, że jak najbardziej da się w nim funkcjonować ;)
A, że i wizaż, i kosmetyka plus psychologia i gotowanie, można się zastanowić czy napewno różnorodnosc nie okaże się bezcelowa, ale sądze, że nieogar jest jak najbardziej w porządku. Patrząc na moją szafe, szuflady i życie, stwierdzam, że jak najbardziej da się w nim funkcjonować ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















