wtorek, 7 lutego 2012

Drożdżowo

Za okno wolę nie wyglądać. To zdecydowanie mija się z moimi wewnętrznymi potrzebami. Oglądam tylko zeszłoroczne Glamour żeby choć trochę poczuć klimat cieplejszych dni. Potrzebuje światła. Światła i ciepła. Tak sobie dzisiaj myślałam- czy możliwe jest żyć na Kole Podbiegunowym, albo gdzieś tam, gdzie zimy są długie i srogie (o Rosji nie wspomnę, bo myślę, że Oni to mają genetycznie uwarunkowane). Czy tam można być szczęśliwym? Pewnie tak. Ale zapewne trzeba się tam urodzić i nie mieć nic do powiedzenia. Moja przysadka mózgowa mówi zdecydowane NIE dalszym mrozom i ciemnocie za okniem.


Dni mojego L4 mijają gdzieś niezauważone. Jedno jest pewne-  lenistwo jest policzone. Zostało 5 dni. Z uwagi na moje ograniczone menu, które jest na poziomie 6-miesięcznego dziecka, nie jest tak jakbym chciała, ale to przez wyrostek którego pozbawiono życia ze mną w symbiozie, spowodował kilka komplikacji. Od zabiegu minęło dokładnie 11 dni, stwierdziłam zatem, że czas na awans. Pokusiłam się o stworzenie drożdżówek, a nie jest to takie sobie dokonanie, bo na ciasto drożdżowe nachodzi mnie ochota jakieś 3 razy do roku. Najwyraźniej moje wyposzczenie dało o sobie znak. Postanowiłam się też wyżyć na tej biednej drożdżowej masie, bo  moja wewnętrzna  energia nieustannie się kumuluje, a niezbyt mogę dać jej upust- lekarz kazał się oszczędzać. Więc przelewam ją na siły stwórcze ;)


Całe stadko :) Z jabłkami i budyniem, wiśniami i jeżynami. Dzisiaj zrozumiałam, że przetwórstwo mojej mamy jest niezastąpione i dziękuję jej za poświęcony czas na te wszystkie słoiki i mrożonki :)



2 komentarze:

  1. drożdżówki wyglądają smakowicie :)
    pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  2. dawno drożdżowego nie jadłam...mniam:D

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń